Get Adobe Flash player

Warsztaty wokalne z Dagmarą

Wakacje rozpoczęły się na dobre. Wyjazdy w góry, nad morze, ogniskowe popijanie… coli ;) U nas też zrobiło się nieco luźniej. Wykorzystując troszkę wolnego czasu postanowiliśmy po raz kolejny zorganizować warsztaty wokalne. Kiedyś odważyła się na to Anna Chęcińska ;) a teraz mieliśmy przyjemność wydobywania swoich najskrytszych dźwięków u boku Dagmary Kołodziej, studentki kierunku wokalno-aktorskiego. Nie ma co się rozpisywać, bowiem uczestnicy jak i nauczyciel opisują to sami:


Czas spędzony na zgłębianiu tajników wokalnych z Niespasowanymi był dla mnie, jako dla początkującej w uczeniu śpiewu, bardzo owocny. Cała czwórka uczestników bardzo różni się od siebie wokalnie. Mają zupełnie różne atuty i predyspozycje, a co za tym idzie inne trudności i mankamenty. Łączy ich niewątpliwie jedno — muzyczna pasja i zaangażowanie w to, co robią. Pracowaliśmy nad wybranymi aspektami emisji głosu: poprawną dykcją, intonacją, pracą rezonatorów, prawidłowym oddechem. Być może brzmi to nieco groźnie i obco, ale myślę, że nie taki diabeł straszny, bo Niespasowani świetnie radzili sobie ze wszystkimi ćwiczeniami :) Byli otwarci na wszelkie wskazówki, przełamywali stres i spięcie i próbowali przeróżnych (nieraz bardzo trudnych do zrealizowania za pierwszym razem) sposobów śpiewania, żeby rozwijać swój głos. Nie mnie oceniać efekty tych wysiłków. To oni — uczestnicy — muszą wypowiedzieć się, czy te zajęcia wniosły coś nowego, dobrego do ich sposobu śpiewania. Zarówno przed nimi jak i przede mną jeszcze kawał pracy wokalnej ;) Dla mnie te warsztaty były bardzo satysfakcjonujące i inspirujące, bo Julka, Weronika, Adrian i Krzysiu mają w sobie spory potencjał muzyczny i głosowy. Sprawiło to, że wokalne "męczenie" ich było dla mnie czystą przyjemnością ;) / Dagmara

Krzysiu przeżył lekcję bardzo intensywnie i chyba do końca życia będzie ją pamiętał. No bo, serio, cóż innego, Krzysiu, obdarzyło się kiedyś równie dużym natchnieniem, dzięki któremu napisałeś taki test? ;)

  
Był to letni, prawie słoneczny dzień. Kto by przypuszczał że ja, student Politechniki Śląskiej o wyjątkowo ściśniętym umyśle, podejmę się takiego wyzwania jak warsztaty wokalne!? Nad samą propozycję uczestnictwa w nich nie zastanawiałem się zbyt długo, w końcu dzięki Niespasowanym, jakieś pojęcie o śpiewaniu już miałem, albo tak mi się przynajmniej wydawało ;-)
Przybyłem na warsztaty wyjątkowo wyluzowany i pewny swoich umiejętności (kto jak kto, ale ja już wszystko dawno wiedziałem i umiałem, czasami tylko podczas prób czy występów miałem po prostu zły dzień i mi nie wychodziło…) Po krótkim, trzy i pół godzinnym oczekiwaniu nadszedł czas na mnie. Postawiłem pierwszy krok w naszej sali prób, wiedząc że nie ma już odwrotu…
Nagle, niczym dwaj bokserzy, którzy przed walką próbują zniszczyć psychicznie swojego przeciwnika, zmierzyłem się wzrokiem z Dagmarą. Starałem się zachować pozory profesjonalisty, jednak jej wzrok nie napawał mnie optymizmem. Spoglądała na mnie niczym lwica poszukująca kolejnej ofiary w sercu dzikiej sawanny. Jej Oczy mówiły wszystko:
— Jesteś tylko pionkiem w tej grze, nic nie umiesz. Zniszczę cię, zjem i wydalę.
Ja, nie pozostając dłużnym, odpowiedziałem mikro-ruchami swoich gałek ocznych:
— Blefujesz, zaraz pokażę ci, co naprawdę potrafię, bejbe.
Próbowałem zachować zimną krew, a moje mięśnie mimiczne cały czas prezentowały pokerową, kamienną twarz. Jednak napięcie cały czas wzrastało, a my w końcu musieliśmy dać upust naszym emocjom:
— Cześć! Może zaczniemy od rozśpiewki? Mam kilka ćwiczeń na dobry początek — powiedziała Dagmara. Nie spodziewałem się tak brutalnego ataku z jej strony, ale zachowując doskonały refleks od razu przeszedłem do kontrataku i odwdzięczyłem się równie ciętą ripostą:
— Dobrze, możemy zaczynać.
Jednak już pierwsze ćwiczenia rozwiały moje marzenia o operowym śpiewaniu. Postanowiłem więc zawalczyć o niższą stawkę — pozycję
"krula Disco-Polo."
Lala lala lala lala lalaaaaaaaa… — ten układ powtarzał się bardzo często, przez co zdołałem posiąść umiejętności o jakich wcześniej nie śniłem, np. mógłbym wyrecytować "Odę do Młodości" na samych sylabach "la"…
Nie będę wspominał o technice oddechu, pracy płuc i rezonatorach, ponieważ to i wiele innych rzeczy zostanie moją słodką tajemnicą. Powiem tylko jedno: nie było łatwo, choć zaskakująco przyjemnie.
Pomimo groźnego początku znaleźliśmy z Dagmarą wspólny język porozumienia ;) Całe warsztaty minęły bardzo szybko, wręcz… podejrzanie za szybko… Mam tylko nadzieję, że Dagmara nie przesuwała wskazówek zegarka, w czasie gdy ja produkowałem się i zdzierałem gardło podczas moich arii.
Jedna lekcja śpiewu to trochę mało jak na nasze indywidualne ambicje i potrzeby, dlatego żegnając się z naszą nową Panią Profesor wyraziliśmy chęć dalszego kształcenia się w tej dziedzinie. Ona ku naszej radości oczywiście nie odmówiła i obiecała przeprowadzić z nami kolejne lekcje.
Wcześniej jednak musi odbyć kilka wizyt u swojego psychoterapeuty, gdyż jak sama wspomniała "sponiewieraliśmy ją psychicznie". Dziękujemy Dagmaro i czekamy na WIĘCEJ. / Krzysiu

Dziewczyny również podsumowały krótko lekcje śpiewu:

  
Bardzo rzadko mam okazję brać udział w warsztatach wokalnych, więc jestem bardzo zadowolona i wdzięczna Dagmarze, że zgodziła się wziąć nasze głosy pod lupę. Wydawać by się mogło, że jedno spotkane to strasznie mało czasu, a jednak otrzymałam wiele cennych wskazówek, które postaram się wykorzystać w przyszłości. Na początku ciężko mi było się wyluzować i skupić, ale jak dłużej popracowałyśmy, było już łatwiej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała możliwość skorzystania z porad Dagmary. / Weronika Pluta


  
Warsztaty były bardzo fajnym pomysłem , ponieważ dzięki nim wiem nad czym powinnam popracować, co robię źle. Nauczyłam się także wiele rzeczy o których pojęcia nie miałam. Nigdy nie przypuszczałabym, że jest tyle rezonatorów głosu w naszym ciele. Bardzo chciałabym powtórzyć to jeszcze raz, myślę, że jest to ciekawe doświadczenie, które wiele uczy. / Julka


Udział w lekcjach brał też Adrian:

  

Iwona, Kasia, Nikola i Adaś byli obecni przez cały czas, będąc gotowymi na przygrwanie w każdym momencie i mentalne wspieranie. I to właśnie przez nich działy się różne, bardzo dziwne rzeczy...


Na samym początku Weronika obraziła się, że nie idzie na pierwszy strzał. Założyła ręce i w odwecie strzeliła focha. Na szczęście aparat uchwycił moment, tę jedną setną sekundy, kiedy widać, że tak naprawdę Weronika wszystko dobrze zaplanowała... Przy okazji, Adaś najwyraźniej pomylił warsztaty. Te, na których uczestnicy udawali posągi, odbywał się w Toszku i równolegle w Lublińcu.

Plany Weroniki wywęszyła Kasia, werbując swoich pseudo agentów. Tak naprawdę i ona miała niecne plany, bowiem najważniejsze dla niej było jedno - jak najszybciej podsłuchać odbywające się za drzwiami lekcje... Krzysiu na początku był oporny, jednak później...

...wkręcił się w ten chory plan, zakładając swoje okulary made in Biedronka. Iwona też musiała daj ujście swojej wścibskości.
A biedna Julka nie była niczego świadoma!

Tutaj ciekawostka. Adrian wyszperał na Wikipedii, że jak strzeli się głupią minę w momencie, w którym ktoś odkrywa twoje prawdziwe, niecne plany, to odkrywający ów plany zostanie przez tę minę zmylony. Bez komentarza... I jeszcze Iwona, która bezczelnie podsłuchuje dalej. Adrian ma przynajmniej jakiś instynkt samozachowawczy, naprawdę... 


W końcu cały ten podsłuchowy spisek legł w gruzach, bo okazało się, że zbyt długie przyjmowanie pozycji na szpiega szpiegowskiej daje się we znaki kręgosłupowi. Przyszedł więc czas na SELFIE! Niektórym Adrian może przypominać aktora odgrywającego rolę Frodo Bagginsa. Ale tylko niektórym. Arturowi, na przykład. Spójrzcie na prawe oko Adriana... O_O - mówi Artur.

Dobre samoj**ki nie są złe. Kasia lubi je tylko w połowie, więc na tej sweet foci postanowiła udzielić się w jeden drugiej. 
 

Iwona ma chyba podobne zdanie na temat selfie... No i weź tu zrozum te kobiety, no!

Na swoją kolej czekał każdy. Jedni strzelali palcami, drudzy udawali, że się nie nudzą (patrz na prawo),
inni pozowali zawsze i wszędzie, gdzie tylko pojawił się aparat (patrz na lewo).

Jeszcze inni wykorzystują wolny czas na udoskonalanie swoich umiejętności. Kasia +10 do śpiewu z rozłożoną dłonią,
Adrian + 12 do śpiewu z zamkniętymi oczami. Obydwoje "uzyskują" -5 do fotogeniczności. 

Dagmara, wkurzona wyciem zza drzwiami, zwołała zebranie, a tym samym zarządzając przerwę. Krzysiu jednak myślał, że jego lekcja wciąż trwa, a inni przyszli rozpływać się przy jego głosie. Adrian wielce zasmucony przycupnął na podeście, bo - jak twierdzi - chciałby jeszcze jedną lekcję. A Iwona, jak to Iwona, szukała statystyk ukazujących zależność czasu od efektów... i vice versa...

- Kasia, posłuchaj... Te warsztaty... Nie wiem, jak Ci to powiedzieć... Są po prostu... One są, no, takie... Boże, jakie to piękne...
Kasia patrzy w dal, nie ujawniając swoich głębokich emocji.

I takie właśnie były nasze niespasowane lekcje śpiewu z Dagmarą. Dziękujemy!